piątek, 31 sierpnia 2018

~Rozdział IV~

Ciemna sylwetka przemknęła w świetle księżyca z jednej uliczki do drugiej. Słychać było kroki i pomrukiwania nadchodzącej burzy. Rose najgłośniej słyszała jednak własny oddech i bicie serca.

Czuła obcy, zachęcający zapach. Źrenice jej oczu zwęziły się, a tęczówki błysnęły intensywną zielenią. Wyłoniła się zza rogu budynku i dostrzegła swoją ofiarę. Pragnienie nasilało się z każdą chwilą. Wreszcie obnażyła wydłużone kły i z nienaturalną szybkością znalazła się przy przechodniu, by przywrzeć nim do ściany tak mocno, że poczuł ból w plecach. Mężczyzna nawet nie zorientował się, kiedy jego szyja została boleśnie ugryziona, ani kto to uczynił. Rose przytrzymywała go z nadludzką siłą i sączyła metaliczną krew z jego rany. Kiedy nasyciła pragnienie, ucałowała delikatnie ranę i w momencie zniknęła z pola widzenia. Przechodzień wreszcie otworzył oczy, czując ogromną dezorientację. Usiłował obejrzeć ranę na szyi i zdał sobie sprawę, że ból stawał się coraz mniejszy.

Rose obserwowała nieszczęśnika z dachu budynku, na którym siedziała. Z jej czerwonych ust skapywała szkarłatna krew, a z kocich oczu spływały czarne łzy. Nienawidziła tego, jak musiała żyć. Nienawidziła siebie.

 

~*~

 

Troye i Hannah ucieszyli się na swój widok, ale oboje nie chcieli dać tego po sobie poznać, więc zachowali obojętność. Erik nie miał nic przeciwko, by Hannah została w ich mieszkaniu na ten weekend, zatem od razu tam pojechali, by mogła zostawić rzeczy.

Dziewczyna miała jaśniejszą karnację od brata, czarne włosy i ciemnobrązowe oczy. Oboje mieli podobne rysy twarzy, odziedziczone głównie po ojcu. Erik powitał ją uprzejmie i oznajmił, że kiedyś też zaprosiłby chętnie swoją siostrę w odwiedziny, jeżeli Troye nie miałby nic przeciwko.

– Jasne, że możesz ją zaprosić – zgodził się. – Tylko uprzedź, co?

– No oczywiście – odparł, jakby nieco urażony. – Nie zaskoczyłbym cię tak.

– Luzik, stary, żartowałem – zakłopotał się Troye. – Dobra, mniejsza… Ann, tu jest łazienka, jak coś.

– To ja pójdę się odświeżyć – oznajmiła, uśmiechając się, i po chwili zniknęła za drzwiami.

Hannah nie spędziła w łazience aż tyle czasu, ile myślał Troye. Wzięła tylko prysznic i przebrała się w krótką sukienkę i cienki sweterek.

– Troye, może pokazałbyś mi miasto? – poprosiła. – Chcę się trochę rozejrzeć!

Podniósł głowę znad książki. Miał zamiar się pouczyć, ale stwierdził, że skoro przez kolejne dni i tak nie będzie miał zajęć, a w dodatku gości u niego siostra, chyba może z tym poczekać.

– Jasne – zgodził się, zamykając podręcznik. – Tylko chwila, wezmę jeszcze rzeczy.

To powiedziawszy, wstał z łóżka i podszedł do szafy, by wyjąć z niej skóropodobną kurtkę. Hannah nieco się zdziwiła.

– To twoje? Nosisz takie rzeczy? – uśmiechnęła się pod nosem.

– A, tak niedawno kupiłem… – zmieszał się Troye i założył kurtkę. – Dobra, chodźmy.

– Miłej zabawy – rzucił im na odchodne Erik, znów zawzięcie pisząc coś w swoim laptopie.

Rodzeństwo opuściło mieszkanie. Troye nie miał konkretnego planu ich małej wycieczki po mieście, więc postanowił po prostu zabrać Hannę do centrum. Po drodze opowiadał jej o mijanych przez nich miejscach oraz o swoim studenckim życiu. Hannah natomiast dzieliła się z nim tym, co działo się u niej oraz u rodziców. Kiedy dotarli na plac w centrum miasta skąpany w chłodnawych promieniach jesiennego słońca, Hannah ucieszyła się na czyjś widok i zaczęła machać. Troye obejrzał się i zobaczył drobną, piegowatą dziewczynę.

   Miała jasne, blond włosy spływające na ramiona i zawijające się nieco przy końcówkach, oraz dosyć duże, ciemnobrązowe oczy. Jej pełne, jasnoróżowe usta uśmiechały się ciepło i przyjacielsko. Było w niej coś subtelnego, dziewczęcego. Pierwszą myślą Troye’a na jej widok było: „Ładna”.

– Cześć, Nina! – zawołała Hannah radośnie i uściskała dziewczynę.

– Co u ciebie, Ann? – zaśmiała się Nina, odwzajemniając uścisk. – Super, że udało ci się tu dotrzeć!

– To jest mój brat, Troye – oznajmiła Hannah, wskazując na niego. – A to Nina, moja przyjaciółka z chóru.

Nina uśmiechnęła się do niego promiennie, a w jej oczach ukazały się ciepłe płomyki. Wyciągnęła rękę w jego stronę, ale zorientował się dopiero po chwili.

– Miło poznać – oświadczyła.

Troye szybko zreflektował się i uścisnął delikatnie jej dłoń, kiwając przy tym głową.

– Mnie również – odrzekł, uśmiechając się uprzejmie.

Troye zastanawiał się, czy nie powinien być zły, że Hannah wyciągnęła go na miasto głównie po to, by spotkać się z koleżanką, a nie, by spędzić czas z nim, ale nie gniewał się. Czuł się co prawda nieco zakłopotany, szczególnie, gdy Nina uśmiechała się w jakiś tajemniczy i intrygujący sposób, jednak rozmawiało im się w trójkę całkiem dobrze. Troye nawet zabrał dziewczyny do pizzerii i postawił im dużą pizzę. Nina chciała zwrócić chociaż część pieniędzy, lecz on odmówił. Zrobiło to na niej wrażenie.

Okazało się, że Nina była na pierwszym roku i studiowała prawo. Zdawała się być konkretną osobą, która doskonale wiedziała, czego chciała. Może i na pierwszy rzut oka wydawała się delikatna i niewinna, jednak Troye czuł, że gdyby ktoś jej podpadł, mógłby gorzko tego pożałować. Mimo faktu, że Nina była niska i drobna, wszędzie było jej pełno. Mówiła czysto i zrozumiale, nikt jej nie przerywał. Troye odniósł wrażenie, że była taktowną, inteligentną i zorganizowaną osobą.

W pizzerii spędzili nieco czasu, a potem poszli się przejść. W centrum było pełno ludzi – niektórzy spędzali wieczór w grupie jak oni, inni rozdawali przeróżne ulotki, jeszcze inni usiłowali zarobić parę groszy, grając na instrumentach i śpiewając. Na jednym z placów znajdowały się liczne stoiska. Hannah i Nina zatrzymały się przy jakimś z biżuterią i długo rozprawiały, co powinny kupić. W końcu wybrały sobie podobne bransoletki z zawieszkami i zadowolone, odeszły od stoiska. Troye w międzyczasie kupił im lody i wręczył dziewczynom po rożku.

– Dawno się tak dobrze nie bawiłam – stwierdziła Nina z zadowolonym uśmiechem na ustach.

– Poczekaj, jeszcze rok i przyjadę tu na studia – zaśmiała się Hannah. – Możemy tak codziennie!

– O, nie – jęknął Troye. – Więc już się ciebie nie pozbędę…

Wszyscy troje wybuchnęli śmiechem. Troye również musiał przyznać, że ten wieczór był naprawdę miły. Cieszył się, że wyszedł z mieszkania, to była dobra decyzja.

Około północy rodzeństwo pożegnało się z Niną i ruszyło w drogę powrotną do akademika. Oboje uśmiechali się i jeszcze żartowali, trwając w dobrym, pogodnym nastroju.

– A jutro idę z Niną na koncert – przypomniała Hannah. – Mogłybyśmy cię zabrać, ale nie pomyślałam o tym wcześniej, a wszystkie bilety są już wyprzedane.

– Normalne, że o mnie nie pomyślałaś – prychnął Troye, wywracając oczami. – Ale spoko, nic się nie dzieje. Nie zależy mi jakoś bardzo, więc nie ma problemu.

 Hannah uśmiechnęła się.

– Chodzisz tu na jakieś imprezy? Do klubu albo do znajomych? – zaciekawiła się.

– Czasem – odparł Troye od niechcenia. – Ale znasz mnie, żaden ze mnie imprezowicz. Czemu pytasz?

– Tak się tylko zastanawiałam, jak wygląda twoje życie towarzyskie, braciszku – oznajmiła Hannah, wzruszając ramionami. – Myślałam, że przez te dwa lata raczej niewiele się zmieniłeś, ale jak zobaczyłam cię dzisiaj w tej skórze…

Troye uniósł jedną brew do góry.

– Czy ty się ze mnie nabijasz?

– Może – rzuciła krótko i zaśmiała się. – Tak się pytam, bo to trochę nie w twoim stylu. Chyba że chciałeś zrobić na kimś wrażenie? Pamiętam, jak na początku liceum próbowałeś nosić pastelowe kolory, bo Leilani się podobały. Wyglądałeś komicznie!

Choć była to prawda, Troye nie chciał się przyznać. Wciąż wstydził się tego, jak nienaturalnie się zachowywał, by zrobić wrażenie na Rose, a i tak nic specjalnego z tego nie wyszło.

– Chciałem po prostu spróbować czegoś nowego, to wszystko – odpowiedział Troye stanowczo, unikając jej wzroku.

Hannah wywróciła oczami. Nie była przekonana.

– Więc nie masz tu dziewczyny? – dopytywała.

– Nie, nie mam – westchnął Troye i spojrzał gniewnie na siostrę. – A ty co się tak uczepiłaś? Próbujesz się ze mnie wyśmiewać, czy co?

– O, rany, spytać nie można! – zawołała Hannah, rozkładając ręce. – Spokojnie, człowieku, nie mam zamiaru wypytywać cię jak babcia, kiedy kogoś przyprowadzisz!

– No to już wystarczy… – wymamrotał Troye, wkładając ręce do kieszeni.

Hannah westchnęła, przyglądając się bratu ze zmarszczonym czołem. Widziała, że albo ktoś złamał mu serce, albo był przygnębiony, że nie miał nikogo. Tym samym zobaczyła okazję, by wziąć sprawy w swoje ręce. Szukała zielonego światła do działania i oto je znalazła.

 

~*~

 

Rose siedziała u Jarvisa w domu, oglądając z nim wspólnie film w salonie. Trochę bawił ją fakt, że albo zapraszał ją do kina, albo do siebie na oglądanie filmów, jak gdyby wstydził się rozmowy z nią lub po prostu był kinomanem. A może jedno i drugie? Nie chciała narzekać, Jarvis był naprawdę w porządku, ale męczyło ją już, że zwykle gdy próbowała rozpocząć rozmowę, on zwykle ją ucinał, a z drugiej strony wciąż chciał się spotykać. Nie miała pojęcia, że przyczyna tkwiła w wątpliwościach Jarvisa, czy w ogóle powinien z nią spędzać czas.

Był na siebie z tego powodu ogromnie zły, lecz nie mógł nic poradzić na to, że czasem śniło mu się, jak Rose go napada i wysysa z niego krew. Jednocześnie wciąż był w szoku, że była wampirem. Nigdy nie spodziewałby się czegoś takiego, szczególnie po niej. Lubił ją, i to bardzo, ale nie czuł się przy niej całkiem komfortowo, mimo że usiłował to zmienić. Nawet teraz, gdy siedzieli obok siebie, coś powstrzymywało go przed objęciem jej ramieniem, chociaż część jego chciała to zrobić.

Film powoli się kończył i Jarvis myślał gorączkowo, czy puścić następny, czy też wymyślić coś innego. Czuł jednak, że kolejny film pod rząd może być nudnym pomysłem, nawet, gdyby był interesujący. Zerknął za okno i pomyślał, czy mogliby wyjść gdzieś się przejść, bo trochę się zasiedzieli. Chociażby po prostu pójść na spacer. Nagle poczuł jakiś nieznajomy, intrygujący zapach.

– Rose… Też to czujesz? – zapytał, wytężając węch.

– Co?... – urwała nagle i zaklęła pod nosem.

Rose wstała gwałtownie z kanapy, trzymając się za dłoń. Jarvis wychylił się, marszcząc czoło.

– Wszystko w porządku? Rose? – zmartwił się i podszedł do niej.

– Tak, już! Dalej to czujesz?... – zapytała, zaniepokojona.

Jarvis nagle uświadomił sobie, że gdzieś już czuł ten zapach.

– Twoja krew? – domyślił się i spojrzał na jej jasne dłonie.

Faktycznie, na jej skórze widniało podłużne rozcięcie. Było raczej powierzchowne, ale wydzielało intensywny zapach.

Jarvis przypomniał sobie, jak Rose rozcięła sobie rękę i dała Troye’owi napić się jej krwi. Co prawda pamiętał to jak przez mgłę, bo był wtedy w ogromnym szoku, jednak samo zdarzenie pozostało w jego pamięci. Do tej pory nie miał odwagi, by zapytać, dlaczego właściwie to zrobiła. Domyślał się, że jej krew musiała mieć jakieś dziwne właściwości uzdrawiające, bo Troye był wtedy w bardzo ciężkim stanie, a jego rany szybko się zagoiły. Teraz, gdy o tym myślał, przypominał sobie, że mówiła wtedy o niej jako lekarstwie. Nie pytał o szczegóły, bo nie był pewny, czy chciał je znać.

   Rose pocałowała delikatnie przeciętą skórę, a ta zasklepiła się niemal od razu. Wyjaśniła, że często miewała takie sytuacje, bo jej skóra była delikatna. Nie chciała wdawać się w szczegóły i tłumaczyć, że jej krew była niebezpieczna dla ludzi. Jarvis zastanawiał się, dlaczego tak podobał mu się ten zapach. Wolałby, żeby Rose nie była wampirem, ale nic nie mógł na to poradzić.

 

~*~

 

Na poniedziałkowych zajęciach Troye wracał myślami do miło spędzonego weekendu. Hannah również była zadowolona, mimo że koncert nie był tak wspaniały, jak się zapowiadał. Mówiła, że nieco się zawiodła głosem ukochanego wokalisty na żywo oraz tym, że została niemile potraktowana przez grupę fanek. Za to w niedzielę wraz z Troyem i Niną wybrała się nad pobliskie jezioro i od razu lepiej się poczuła, zatem zakończyła weekend miłym akcentem, zanim wróciła w rodzinne strony. Troye zastanawiał się, czy jego kontakt z Niną nie urwie się, kiedy zabraknie Hanny, bo w końcu była to jej koleżanka, jednak tak się złożyło, że Nina wysłała mu zaproszenie do grona znajomych na portalu społecznościowym i oboje zaczęli ze sobą pisać.

Również teraz, gdy Troye siedział na wykładzie, ukradkiem konwersował z Niną, pisząc na swoim telefonie pod ławką. W końcu oboje uczyli się w tej samej uczelni, jednak na odmiennych wydziałach. Budynki uczelni znajdowały się całkiem blisko siebie, więc Troye zastanawiał się nad odwiedzeniem wydziału Niny w przerwie między zajęciami. Jak postanowił, tak zrobił.

Troye nigdy nie był na tym wydziale i kiedy tak się po nim błąkał, zastanawiał się, co on w ogóle sobie myślał. Chyba uważał, że wejdzie i od razu na wejściu ujrzy Ninę. Co prawda mógł do niej napisać i spytać, gdzie teraz przebywała, lecz chciał zrobić jej niespodziankę. Na szczęście wcześniej wspominała coś o lunchu, więc Troye skierował się do stołówki.

Pomieszczenie było zatłoczone, ale udało mu się dostrzec Ninę. Siedziała przy stoliku w towarzystwie koleżanek, żywo z nimi dyskutując. Troye wahał się, czy podejść, jednak ostatecznie doszedł do wniosku, że skoro już tu przyszedł i odnalazł Ninę, to chociaż się przywita.

– Dzień dobry i smacznego paniom – oznajmił wesoło, uśmiechając się serdecznie.

Nina zdziwiła się jego obecnością, lecz pozytywnie.

– Troye! Co ty tu robisz? – zaśmiała się. Jej koleżanki przyglądały się Troye’owi z zaciekawieniem.

– Wpadłem w odwiedziny – odparł beztrosko. – Nigdy nie byłem na tym wydziale.

– Taka wycieczka krajoznawcza? – porównała Nina z rozbawieniem.

– Tak, coś w tym stylu – przyznał Troye.

Podczas dalszej rozmowy Troye udawał, że jakoś specjalnie mu nie zależało na uwadze Niny, jednak ona doskonale wiedziała, że było inaczej.

Nie wiedział dlaczego, ale nagle pomyślał o Rose. Pojawiło się u niego niezrozumiałe poczucie winy, gdy flirtował z Niną. Dlaczego? Przecież on i Rose nigdy nie zostali parą. Czyżby jego uczucia poczuły się zdradzone? „Nie, to niemożliwe.” – pomyślał od razu. „Nic do niej nie czuję. Już nie. Może nawet nie zdążyłem poczuć.”

 

Mimo usprawiedliwiania się w myślach Troye poczuł się nagle nieswojo, jak gdyby znów udawał kogoś, kim nie był. „To jaki ja w końcu jestem?” – pomyślał żałośnie. Nina spojrzała na niego badawczo, jakby wyczuła jego zmianę nastroju. Jej spojrzenie przeszywało na wskroś, jak gdyby próbowała czytać jego duszę. Troye poczuł się jeszcze bardziej nie na miejscu i wkrótce uprzejmie się pożegnał i wyszedł. Rozstał się z Niną i jej koleżankami w pogodnym nastroju, jednak był pewny, że Nina wyczuła jego prawdziwe nastawienie.

 

~*~

 

Rose obudziła się w środku nocy, zlana potem. Oddychała ciężko, wbijając paznokcie w materac. Tak działo się, gdy co jakiś czas udawało jej się zasnąć na jakieś pięć, dziesięć minut. Jej serce biło zdecydowanie zbyt szybko, by mogła teraz spać. Czuła, jak wyostrzają się wszystkie jej zmysły, jak pragnienie pali ją od środka. Tak właśnie działał na nią księżyc w nowiu.

Czuła, że musiała zapolować. Ilekroć próbowała to powstrzymać, nigdy jej się nie udawało. Z każdym kolejnym razem łudziła się, że będzie inaczej, że prześpi spokojnie całą noc albo chociaż zrobi sobie maraton filmowy. Bezpieczny, w domu, bez polowania pod osłoną nocy.

Jednak wciąż nie potrafiła nad tym panować. To było silniejsze od niej – musiała zapolować natychmiast. Z całej siły starała się nie myśleć o smaku słodkiej, świeżej krwi, lecz gdy ta myśl już się pojawiła, automatycznie pomknęła dalej. „Krwi, krwi!” – wołały wszystkie jej zmysły. Nie mogła dłużej wytrzymać.

Zerwała się z łóżka w samej koszuli nocnej i podeszła do okna. Otworzyła je na oścież, by uciec z mieszkania, wyruszając na łowy. Gdzieś jeszcze zdrowy rozsądek i resztki jej silnej woli szepnęły: „Nie rób tego. Nie chcesz. Będziesz żałować.” Ale to pragnienie krzyczało, głośno i wyraźnie.

 

~*~

 

Przez otwarte okno słychać było stłumiony szloch. Chłodne powietrze wdzierało się do pokoju, gdzie Rose leżała niedbale w łóżku, topiąc czarne łzy w poduszce i zawodząc. Ona nie chciała... Nie chciała zabijać tego dziecka. Chciała się tylko napić, potrzebowała kapki krwi... Jak ona ze sobą wytrzymuje? Ile jeszcze zniesie?

Czuła się winna, że pomyślała o jej układzie z Troyem jak o rozwiązaniu. Czy ona zawsze musiała niszczyć komuś życie?

Dlaczego to zawsze musiało się tak kończyć?