Nie zamierzała krzywdzić go już nigdy więcej. Miała nadzieję, że nie krzywdziła go tym, co właśnie czyniła, zatem zostawiła mu wyjaśnienia, licząc, że zrozumie.
Co teraz miała zrobić? Sama dokładnie tego nie wiedziała, więc postanowiła biec przed siebie, zupełnie jak kiedyś. Przypomniała jej się ucieczka z domu stryja, jednak teraz nie czuła się wcale wolna. Teraz czuła, jakby uciekała przed problemami, właściwie próbując je jednocześnie rozwiązać. Nie była pewna, czy podjęła dobrą decyzję, ale chciała chociaż spróbować. Czuła się taka zagubiona… Czy był ktoś, kto mógł jej pomóc?
~*~
Drogi Troye,
Piszę ten list, bo nie mogłam Ci osobiście powiedzieć, co zamierzałam – wiem, że byś się nie zgodził. Nie szukaj mnie. Przez jakiś czas mnie nie będzie – nie wiem, jak długo. Chcę coś sprawdzić: skoro nasze łącze jest silniejsze, kiedy jesteśmy blisko siebie (tak, jak na przykład przy piciu krwi), może dystans je przerwie. O ile samo rozmawianie ze sobą w myślach przy naszej wymianie krwi jest naturalne, przenikające się myśli i wspólne odczuwanie bodźców fizycznych są dla mnie bardzo niepokojące.
Proszę, nie próbuj przez ten czas odzywać się do mnie w umyśle – chcę zupełnie wyciszyć łącze. Może dzięki temu, kiedy wrócę, wszystko będzie normalne. Próbowałam dowiedzieć się czegoś więcej wcześniej, ale jedyną osobą będąca w stanie mi pomóc okazał się mój kuzyn Drew… Nie mogę mu o tym powiedzieć, więc teraz muszę znaleźć odpowiedź sama.
Nie martw się o mnie, poradzę sobie! Wcześniej dawałam sobie radę sama, teraz też wszystko będzie ze mną w porządku. Nie pozwolę sobie samej na krzywdzenie Ciebie. Czekaj na mnie cierpliwie.
Rose
Wpatrywał się tępo w kartkę, jak gdyby miał trudności ze zrozumieniem treści. List znalazł przy swoim łóżku tuż po przebudzeniu i od tego czasu przeczytał go chyba z kilkadziesiąt razy. Co to miało znaczyć? Chociaż Rose wytłumaczyła swój tok myślenia, nie był przekonany, że jej pomysł był dobry. Sądził właściwie, że czym dalej od siebie byli, tym gorzej dla ich obojga.
Wreszcie podniósł się z łóżka, by podejść do okna, a następnie je zamknąć. Miał ogromną ochotę skontaktować się z Rose poprzez łącze, jednak postanowił uszanować jej prośbę. Zamiast tego próbował się do niej dodzwonić, ale nie było sygnału. Napisał jeszcze tylko SMSa z prośbą o kontakt, po czym odłożył telefon i westchnął głęboko. Martwił się.
Ledwo to zrobił, a telefon zaczął dzwonić. Poderwał się gwałtownie i odebrał, z góry zakładając, że to Rose.
– Gdzie jesteś?!
Przez chwilę po drugiej stronie nikt się nie odzywał, aż w końcu usłyszał:
– T-to już wiesz o mojej kłótni z Jarvisem?
Ten głos szybko sprowadził go na ziemię.
– Ann?... Co się stało?
– Jesteś w akademiku? Mogę przyjść?
– Chodź, chodź. Daleko jesteś? Wyjdę po ciebie.
Pospiesznie wciągnął przez głowę bluzę z kapturem, wsunął stopy w buty i wyszedł z pokoju.
– To co się stało? – spytał, kiedy oboje usiedli już na spokojnie w pokoju. – Czy coś ci zrobił?
– N-no… To nie do końca tak… – przyznała Hannah, czego Troye się spodziewał. Oczywiście znał Jarvisa o wiele mniej niż własną siostrę, ale zdążył zauważyć, że nie był raczej skory do konfliktów. – To dosyć skomplikowane. W każdym razie… Zezłościłam się, może trochę za mocno… i bez słowa wyszłam z jego domu, kiedy on był w łazience. Zabrałam rzeczy i miałam wrócić do domu, bo według planu niedługo miał nadjechać pociąg, ale…
Zmarszczyła czoło i syknęła, jakby rozbolała ją głowa.
– Co jest? – zaniepokoił się Troye.
– W-właśnie nie wiem… – westchnęła Hannah. – Pamiętam, jak ze zdenerwowaniem szłam na ten dworzec, a potem… potem poczułam, jak ktoś mnie szturchał. Przebudziłam się następnego dnia, siedząc na ławce, a jakiś typ obok powiedział mi, że przysnęłam i żebym lepiej pilnowała swojej walizki.
– …co takiego?
– Nie mam pojęcia! Przestraszyłam się, zupełnie nic nie pamiętam… Postanowiłam pójść do ciebie. Nie wiem, gdzie spędziłam noc… To niepokojące, prawda?
– Bardzo niepokojące, Ann…
– Do tego czuję się jakoś tak nieswojo… Słabo mi, trochę niedobrze…
– Czy to kac? Może poszłaś odreagować do jakiegoś baru czy klubu, a potem film ci się urwał?
– Troye… Czy ja kiedykolwiek tak zrobiłam? – spytała Hannah z politowaniem. – Nie jestem taka słaba, żeby się upijać, kiedy tylko pokłócę się z chłopakiem.
– Wybacz… Próbuję to jakoś wytłumaczyć.
– Mam do ciebie pytanie… Tylko proszę, nie wzburzaj się od razu.
– Hm?
– Nie wiesz, gdzie tej nocy była ta twoja Rose?
Spojrzał na siostrę z niezrozumieniem.
– Pewnie w swoim mieszkaniu… albo… – urwał.
– Albo co?
– Nie wiem, ona… wyjechała. Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie, ale musiało to być jakoś między wczorajszym wieczorem a dzisiejszym porankiem – oznajmił. – Ale chwila… Dlaczego o to pytasz?
– Jeśli ci powiem, od razu odrzucisz moją teorię.
– A to niby dlaczego?
– Bo jesteś w nią bezgranicznie wpatrzony!
– Chwila, czy ty… Widziałaś się wczoraj z Rose?
– Nie. Jakoś nerwowo o niej mówisz, czy coś się stało pomiędzy wami?
– Umm… – zająkał się, myśląc o liście, który teraz spoczywał w kieszeni jego dresowych spodni. – Niezupełnie, to znaczy… Nie wiedziałem, że wyjeżdża, napisała do mnie o tym dzisiaj rano.
– Czujesz, że coś przed tobą ukrywa?
– Nie, wyjaśniła, po co wyjeżdża i ją rozumiem. Tylko się o nią martwię…
– Skoro wszystko wyjaśniła, to dlaczego się martwisz?
– Czuły ze mnie chłopak?… – zaśmiał się nerwowo. – Nie lubię, kiedy musimy się rozdzielać.
– To też brzmi niepokojąco.
– Nie, nie, to nie w tym sensie… Ech, co ja ci się będę tłumaczył!
Hannah przyjrzała mu się podejrzliwie, przez co poczuł się bardzo niekomfortowo.
– Może Rose niczego przed tobą nie ukrywa… ale ty przede mną już tak – skwitowała.
– Przestań doszukiwać się ukrytych intencji – odburknął, zdenerwowany. – Lepiej powiedz, dlaczego w ogóle o nią pytasz i jaki to ma związek z tym, co ci się wczoraj stało.
– Będziesz się śmiał.
– Nie będę, powiedz.
– Powiem ci tylko, że… wiem – odparła stanowczo. – Wiem, że Rose coś ukrywa, a ty o tym wiesz… i Jarvis też o tym wie. Nie chce mi nic mówić zupełnie jak ty, dlatego wczoraj się posprzeczaliśmy.
Troye poczuł ciężar na żołądku. Kiedy Hannah zaczynała gdzieś węszyć, zawsze znajdowała jakiś trop… ale jakim cudem zauważyła coś podejrzanego u Rose? Wydawało mu się, że całkiem dobrze się ukrywała – czyżby to Jarvis powiedział coś, co wzbudziło zainteresowanie Hanny? Tylko po co? Pomyślał, że gdyby miał już wyjawić jej sekret, chyba zrobiłby to dawno temu.
Założył, że jego zbizkowana na punkcie sci-fi i fantasy siostra byłaby w stanie uwierzyć, że Rose była wampirem. Ba, nie tylko uwierzyć, pewnie i udowodnić to innym, a on… Nie chciał nawet myśleć, jakby się na niego zdenerwowała, wiedząc, że znał prawdziwego wampira i niczego jej nie powiedział.
– Czy… czy nie możesz po prostu cieszyć się związkiem z kimś, kto z tobą wreszcie wytrzymuje?… Czy musisz go psuć teoriami spiskowymi?
– A co to ma niby znaczyć? – prychnęła. – To nieprzyjemne wiedzieć, że twój brat i chłopak coś przed tobą ukrywają… a w dodatku dotyczy to dziewczyny twojego brata i eks twojego chłopaka!
– Eks? Oni nie byli razem…
– No tak, Rose stchórzyła. Ups, zapomniałam.
– Nie bądź uszczypliwa…
– No właśnie o tym mówiłam, będziesz jej bronił, cokolwiek się nie stanie. Oj, żebyś ty się nie zawiódł!
– Hannah… W ogóle jej nie znasz. Uczepiłaś się jej i cokolwiek by nie zrobiła, jest już u ciebie skreślona. Tylko po co to wszystko?
– Dobrze, przyznam, może na początku się czepiałam, ale teraz… Teraz mam powód.
Na te słowa prychnął.
– Ciekawe, jaki… Pewnie znów jakaś teoria spiskowa – zakpił. – Może zostałabyś pisarką? Tworzysz bardzo interesujące historie.
– Nie naśmiewaj się ze mnie… – zdenerwowała się, lecz po chwili złagodniała. – Chociaż może ci powiem, na jaki trop wpadłam. Wyśmiejesz mnie, to trudno, ale ciekawie będzie zobaczyć twoją reakcję… Myślę, że ona wiele mi powie.
– Ann… Przestań, proszę. Brzmisz jak jakiś zły geniusz.
– Rose jest wampirem, tak?
Nie spodziewał się, że wypali z tym prosto z mostu, więc skoro już pojawiło się u niego zdziwienie, postanowił je pokazać – przynajmniej częściowo szczere. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, bo w tej chwili drzwi od pokoju się otworzyły, a stanął w nich Erik, oszołomiony tym, co właśnie usłyszał.
– Cześć, Erik! – zawołała entuzjastycznie Hannah, a potem jak gdyby nigdy nic, powtórzyła swoje pytanie. – Rose jest wampirem. Prawda, Troye?
Erik spojrzał na swojego współlokatora z jeszcze większym zdziwieniem, co wydało się Hannie bardzo interesujące. Zastanawiała się, czy gdyby brał to zdanie za nonsens, nie zmarszczyłby czoła. Zamiast tego wybałuszanie oczu w zdziwieniu mogło świadczyć, że jej stwierdzenie brzmiało zaskakująco, lecz nie bezsensownie.
– Skąd ona-… – urwał Erik, bo Troye nerwowo wszedł mu w słowo:
– Ann, co ty znów wygadujesz?! Słyszałeś ją?
– Dobra, nie wnikam – westchnął, zamykając drzwi, po czym skierował się w stronę swojego łóżka, by następnie na nim usiąść i sięgnąć po laptop.
Hannah uśmiechnęła się miękko. Nie była pewna, czy Troye naprawdę się zdziwił, czy jeszcze udawał, więc może powinna to pociągnąć. I zdecydowanie pomęczyć też jej nowego rozmówcę.
– Tak się składa, że z tą dziewczyną jest coś nie tak – prychnęła, rozkładając ręce. – Trzeba było mi jej nie wsadzać do łóżka w wigilię, braciszku. Zimna jak lód, brak odbicia w lustrze, brak tętna…
– Nabijasz się ze mnie.
– Nie, to ty próbujesz nabijać się ze mnie. Zresztą sama się do tego przyznała, ale myślała, że potraktuję to jako głupi żart, co się tak właściwie stało… A potem zrozumiałam, że powiedziała prawdę.
– Ann, tworzysz…
– Słyszałeś kiedyś coś podobnego, Eriku? – zaczepiła chłopaka, który zdążył już włączyć laptop i zająć się swoimi sprawami. – Może to jakaś rzadka choroba… No, sama zimna skóra jeszcze o niczym nie świadczy, ale ona była lodowata.
– Nie wiem, nie znam się na medycynie – odburknął Erik, wyraźnie chcąc uniknąć tej rozmowy.
– Ja też nie – odparła beztrosko. – Dlatego zaczęłam szukać informacji. Kochani, przeczytałam, że w medycynie funkcjonuje termin wampiryzmu. Podobnie jak w psychologii, zresztą. Nie będę wam teraz prowadzić wykładu na ten temat, chyba że chcecie, ale mój research dał mi do zrozumienia, że skoro nawet nauka używa tego słowa, może wampiry wcale nie są tylko mitycznymi stworzeniami.
– Nauka używa wielu słów – westchnął Troye z kpiącym uśmiechem. – Na pewno nie w dosłownym kontekście, o którym mówisz.
– No to może kiedy Rose już wróci, pozwolisz, że wspólnie sprawdzimy jej puls – odrzekła Hannah, uśmiechając się słodko. – Kto wie, może dokonamy przełomowego odkrycia w medycynie i dowiedziemy, że dosłowny wampiryzm również istnieje?
– Ann, wiem już, co ci się tej nocy przytrafiło – oznajmił stanowczo Troye. – Po kłótni z Jarvisem zdecydowanie urządziłaś sobie wycieczkę po jakieś używki i widać nadal cię trzymają, skoro wygadujesz takie rzeczy.
Erik odwrócił wzrok, bo przyłapał się na wpatrywaniu się w sprzeczkę rodzeństwa. Nie wiedział, co dokładnie Hannah miała na myśli, lecz wolał nie uczestniczyć w tej rozmowie. Choć brzydził się wampirami, czułby się nie w porządku, gdyby wydał Rose.
Gdy Hannah miała odpowiedzieć, jej telefon zadzwonił. Pospiesznie wyjęła go z kieszeni, by następnie odrzucić połączenie i wcisnąć telefon z powrotem na miejsce.
– Co to było? – zdziwił się Troye.
– Nic. Jarvis ciągle dzwoni, ale niech się jeszcze pomartwi – prychnęła Hannah, po czym oznajmiła łagodnie. – W każdym razie, Troye, wrócimy do tej rozmowy, gdy powróci jej obiekt.
~*~
Wypuszczając podopiecznych na polowanie, Drew liczył się z tym, że mogły wystąpić jakieś komplikacje – w końcu był to ich pierwszy raz poza „rezydencją” od dawna. Przez chwilę przyglądał się René, któremu nie musiał czytać w umyśle, żeby wyraźnie zobaczyć, że stracił już kontrolę nad pragnieniem. Kiedy Nina wypowiedziała imię przyniesionej przez niego dziewczyny, Drew od razu skojarzył ją z wspomnień Niny – Hannah Jardin, jej była najlepsza przyjaciółka, a w dodatku siostra chłopaka Rose… No proszę, jak wszystko lubiło się ze sobą wiązać. Może to wcale nie był przypadek? Drew widział Hannę na żywo co prawda po raz pierwszy, ale pachniała podobnie do swojego brata.
– Panie – przemówił René – wybacz, że tak bezpośrednio… Nie wiedziałem, czy mogę ją tu przynieść… ale nie martw się, ona żyje. Zapach jej krwi… wołał mnie wyraźniej niż wszystko inne. Ja chyba oszalałem! Panie… Możemy ją włączyć do klanu?
– Że co, proszę? – wypaliła Nina, wyraźnie poruszona całą sytuacją.
– Włączyć ją do klanu? – zdziwił się Drew, przemawiając spokojnym głosem. – Jak to sobie wyobrażasz?
– B-bo… boję się, że pewnego dnia się nie powstrzymam – odrzekł René, lekko drżąc. – Ta krew jest tak cudowna… Nie chciałbym jej przypadkiem zabić. Poza tym… Gdyby dołączyła do klanu, to może mógłbym ją poślubić…
– Powiedz mi, że się przesłyszałam! – zawołała Nina, podchodząc bliżej niego w gniewie. – Co ty myślisz, że możesz sobie tak po prostu znaleźć człowieka i zabrać go ze sobą jak jakąś rzecz?!
– A tobie co do tego? – obruszył się w odwecie. – Ledwo co do nas dołączyłaś! Nic o mnie nie wiesz, podlotku.
– Wystarczy – oznajmił Drew stanowczo, lecz wciąż łagodnie. – Spokojnie, moi drodzy. René… nie mogę na siłę włączyć nikogo do klanu. Każdy z was dołączył z własnej woli, prawda? Nie mogę ani tej dziewczyny, ani nikogo innego zmusić do przyłączenia się do nas – wyjaśnił z osobliwą czułością. – I jeszcze jedna rzecz, René… nie wolno ci poniżać Niny. Przeproś za to, jak ją nazwałeś.
Nina spojrzała na niego z podziwem. Było jej niebywale miło, kiedy jej bronił. René z kolei obrzucił ją nieufnym wzrokiem, nie mając pojęcia, dlaczego stworzyciel tak ją wywyższał nad innymi. Dlaczego nie była taka jak wszyscy?
– Przepraszam – wyrzucił z siebie wreszcie.
Ninie podobało się, w jaki sposób się przed nią ukorzył. Odchyliła lekko głowę z dumą, ale nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się, emanując pewnością siebie. Drew był z niej coraz bardziej zadowolony.
– Co z Hanną? – spytała, spoglądając znów na dziewczynę spoczywającą w ramionach René.
– Myślę, że to samo, co z dotychczasowymi dawcami moich drogich podopiecznych – oznajmił Drew. – Zmodyfikuję jej pamięć i odstawię na miejsce. Gdzie ją znalazłeś, René?
Młody wampir zamyślił się na moment, próbując sobie przypomnieć – był wtedy pochłonięty przez pragnienie.
– To był chyba dworzec kolejowy… – odparł niepewnie.
– W porządku, i tak się dowiem – stwierdził Drew, podchodząc bliżej. – René, Shahnaz, Ji-su, ułóżcie ją bezpiecznie na trawie… O, tak.
Nina zaobserwowała, jak Shahnaz wzdrygnęła się natychmiastowo po tym, jak Drew wypowiedział jej imię. Mimo że cały klan był wpatrzony w swojego stwórcę, ta wampirzyca zdecydowanie darzyła go o wiele większym podziwiem niż reszta.
– J-jej szyja… – odezwał się nagle René.
Ji-su od razu odsunęła dłoń od szyi Hanny, której rana po ugryzieniu zaczęła się nagle goić.
– Co się stało? – przeraziła się.
Nina spojrzała najpierw na tę scenę, później na Drew. Wydawał się głęboko zaintrygowany tym, co właśnie się wydarzyło.
– Wygląda na to, że ujawnił się twój dar… Ji-su – wydedukował, przyglądając jej się na pozór przyjaźnie, lecz i badawczo. – Gratulacje, potrafisz uzdrawiać.
Wśród potomnych zapanowało poruszenie – niektórzy gratulowali Ji-su, ale inni wykpiwali jej dar, uznając go za mało spektakularny w porównaniu z ich własnymi. Drew uciął te komentarze, przypominając wszystkim o ich obecnym celu, a Nina próbowała wpaść na pomysł, o czym on mógł tak naprawdę myśleć. Nie potrafiła go rozczytać, jednak wydawało jej się, że nie był do końca zadowolony z daru Ji-su.
Wniknięcie w umysł Hanny okazało się dosyć trudnym zadaniem, nawet dla Drew, ku jego zdziwieniu. Owszem, nie znał jej, a to z reguły znacznie utrudniało czytanie umysłu, jednak miał swoje umiejętności za na tyle dobre, by obejść się bez tego. Podobne opory odczuwał, gdy pierwszy raz przedzierał się do myśli Niny, choć umysł Hanny zdawał się większym wyzwaniem. „Może to ją trzeba było wtedy capnąć… gdybym tylko ją znał” – pomyślał. – „Chociaż nie, co za dużo to niezdrowo.”
Coś mu się wydawało, że skoro René tak zasmakował w jej krwi, z Hanną Jardin będzie miał jeszcze do czynienia. Niezbyt podobała mu się ta myśl, lecz wiedział, że pewnie prędzej czy później znajdzie sposób, w jaki mogłaby mu się przydać, jeśli jego przypuszczenia się potwierdzą. Teraz jednak musiał zająć się czymś innym.
– Wszystko w porządku? – odezwała się nagle Nina, rozpraszając go.
– Tak, nic jej nie będzie – odrzekł.
– Mistrz musi się skupić – wtrąciła Shahnaz z miękkim uśmiechem posłanym Ninie, bynajmniej nie życzliwym.
Na szczęście Nina już nie polemizowała, więc Drew mógł wrócić do swojego zadania. Zastanawiało ją jednak, co tak długo mu zajmowało, bo spodziewała się, że ktoś taki jak on raz dwa upora się ze zwykłą modyfikacją wspomnień. W końcu mogło to być wyzwaniem dla innych wampirów, ale dla jej Drew?...
Tymczasem umysł Hanny w końcu dał za wygraną i pokazał Drew pokój spowity nocnym światłem oraz dwie postaci – ją i blondwłosego chłopaka.
– Czy nie możemy spędzić miło czasu zamiast bezsensownie się kłócić? – zapytał, zdenerwowany.
– Jak to bezsensownie? Mam spędzać miło czas, kiedy mój chłopak coś przede mną ukrywa? – obruszyła się Hannah.
– Mówiłem ci już, ja prawie nie znam Rose – odparł zmęczony rozmową, a Drew zaintrygował się jeszcze bardziej. Czyżby chodziło o jego Rzygowinkę? – A tym bardziej nie znam jej sekretów. Wystarczy?
– Nie wystarczy, bo wiem, że coś wiesz. Jesteś nerwowy, a nie zdenerwowany – wytknęła mu. – Dobra, inaczej. Może chociaż zadam ci pytanie, na które odpowiesz mi po prostu tak lub nie?
– To znaczy? – westchnął chłopak.
– Rose jest wampirem, prawda?
Chłopak zakaszlał nerwowo, a Drew już miał pewność, że chodziło dokładnie o jego Rzygowinkę.
– C-co? Hannah, skąd takie teorie spiskowe?
– Wiem, jak to brzmi, ale są czynniki, które na to wskazują – oznajmiła stanowczo. – Ale miałeś odpowiedzieć tak lub nie.
– Nie spodziewałem się, że mogłabyś zadać takie pytanie.
– Bardzo proste. Tak czy nie?
– Nie będę na nie odpowiadał, bo to w ogóle nie ma sensu.
– Nie wierzę, że choć byłeś z nią krótko, nie dostrzegłeś, że jej serce nie bije, skóra jest lodowata, a lustra nie ukazują jej odbicia – prychnęła.
– Hannah, proszę… Rose nie jest żadnym potworem. Przyznaj, że po prostu jej nie lubisz i nie mieszaj się do związku twojego brata.
– O, to teraz będziesz mi rozkazywał?
Zacisnął chwilowo usta, by nieco później odezwać się gniewnie:
– A ty ciągle wszystkim musisz to robić? Musisz kontrolować życia innych, bo sami nie potrafią sobie poradzić czy po prostu sprawia ci to satysfakcję? Jeśli tak jest, to zamiast rządzenia prawdziwymi ludźmi może powinnaś pograć sobie w Simsy.
– Może powinnam stąd w tej chwili wyjść! – zawołała wytrącona z równowagi Hannah, choć jeszcze przed chwilą mówiła całkiem spokojnie. – Nikogo nie kontroluję!
– Dobrze, może trochę przesadziłem… – zmieszał się chłopak. – No już, Ann. Idę teraz do łazienki, a ty się trochę uspokój, proszę. Nie ma sensu się tak dłużej kłócić.
To powiedziawszy, zniknął w drzwiach prowadzących do łazienki, a Hannah wbiła rozgniewany wzrok w okno. Po chwili zabrała swoje rzeczy, by następnie zwinnie wyjść z domu.
Pospiesznie kierowała się w stronę dworca, gdy od tyłu zaatakował ją René, wciągając ją między dwa budynki. Tu jej wspomnienia się kończyły.
Teoria Hanny niezmiernie zaintrygowała Drew. Do tej pory chyba jeszcze nie spotkał człowieka skłonnego dowieść, że ktoś był prawdziwym wampirem, ale jeśli dziewczyna była zbyt entuzjastyczną fanką fantasy, kto wie, czy nie szukała nadnaturalności na co dzień? Wiedział o niej zdecydowanie zbyt mało, a czuł, że powinien się nią bliżej zainteresować.
Dar modyfikowania wspomnień nie był u Drew tak silny jak dar czytania umysłów, jednak pracował nad tą umiejętnością, bo była bardzo przydatna. Od razu zauważył, że z umysłem Hanny należało postępować ostrożnie – nie byłaby w stanie przyjąć zbyt detalicznej historyjki, dlatego zdecydował się wpoić jej wizję dotarcia na dworzec, opadnięcia z emocji i zaśnięcia na ławce. Osobiście ją tam dostarczy i zadba, by uwierzyła w jego wersję wydarzeń.
– Skończone – oznajmił dumnie Drew, uśmiechając się delikatnie.
– Co teraz z nią będzie? – spytała Nina, wciąż lekko zmartwiona.
– Odstawię ją na dworzec i poczekam, aż się obudzi – ogłosił. – A wy, moi drodzy podopieczni, wrócicie do domu. Ach, i jeszcze jedno, kochani. Gdy mnie nie będzie, wszyscy słuchacie Nini. Żadnych przytyków, ma być szacunek i oddanie – uśmiechnął się żartobliwie, zerkając po swoich podopiecznych.
– Panie, śmiem wtrącić – zabrał głos Takashi – że dotąd nie wyznaczałeś nam opiekuna na czas twojej nieobecności. Czy coś się zmieniło?
– Nini nie jest waszym opiekunem – prychnął Drew. – Nini jest naszym specjalnym członkiem rodziny i mnie zastępuje.
Mówiąc to, objął Ninę ramieniem, a ona znów poczuła się panią i władczynią całej tej zgrai. Wiedziała, że nie dobrał jej tutaj jak kolejny okaz do kolekcji a jako wyjątkowy, nieodzowny element – silną wampirzycę u jego boku. Tak jej się przynajmniej wydawało w tym momencie, aczkolwiek… czy aby na pewno traktował ją na równi ze sobą? Ta myśl nie dawała jej w pewnym stopniu spokoju. Niemniej jednak ciekawym doświadczeniem będzie dla niej zostawienie klanu pod jej nadzorem.
Tymczasem Drew mógł zabrać Hannę na dworzec i posadzić ją na jednej z ławek, by następnie spocząć tuż obok. Wcale niespieszno było mu do jej pobudki, więc miał nadzieję, że będzie spała co najmniej do rana, podczas gdy on będzie miał dużo czasu, by eksplorować jej intrygujący umysł. Wpierw musiał odnaleźć jej bagaż, lecz nie było to zbyt trudne, bo, jak podejrzewał, zawieruszył się w uliczce, do której wciągnął ją René. Gdy już wszystko było na swoim miejscu, mógł wreszcie pogrążyć się w myślach Hanny Jardin.
Wejście do jej umysłu za drugim razem okazało się łatwiejsze – pewnie dlatego że jego dar już w pewnym stopniu wpływał na niego pod względem manipulacji wspomnieniami. Zobaczył, jak Hannah uknuła cały misterny plan, by wyswatać Ninę z Troyem, na co prawie parsknął śmiechem. Najwidoczniej wydawało jej się, że sama wiedziała, co było najlepsze dla wszystkich i chciała układać innym życie na siłę… Ależ nie, on sam wcale tak nie robił, gdzieżby.
Później ujrzał jej niechęć do Rose, a następnie wspólne nocowanie, gdy w jej głowie po raz pierwszy pojawiły się przypuszczenia, że jego kuzynka mogła nie być człowiekiem. Widział, jak Hannah nerwowo sprawdzała jej puls i odbicie w lustrze, by chwilę potem wyskoczyć z łóżka i przenieść się ze snem w inne miejsce. Ujrzał znów, jak kłóciła się ze swoim chłopakiem, który swoją drogą również wydawał się co nieco o Rose wiedzieć – bo jak Drew się dowiedział – parę razy się z nią umówił, ale wspólny związek im nie wyszedł.
Było tyle intrygujących spraw, że Drew zaczął rozmyślać, czy w ogóle miał czas i ochotę w nie dalej brnąć. Co prawda, choć się zapowiadał, nie złożył kochanej kuzynce wizyty od czasu ich ostatniego spotkania po latach. Może należałoby ją właściwie odwiedzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz