piątek, 2 października 2020

~Rozdział IX~

Troye Jardin i Nina Green w barze znów zamieniali się w wybuchowe połączenie. Korzystali z happy hour i kupili kilka interesujących drinków po niskich cenach. Początkowo Troye był spięty i ważył każde słowo, by nie dopuścić do podobnej sytuacji co ostatnio, jednak w miarę spożytego alkoholu rozluźnił się. Tym razem zachował przy tym zdrowy rozsądek i wypił zdecydowanie mniej niż ostatnio, nauczony swoimi poprzednimi wybrykami. Pozwalał też Ninie przodować w konwersacji.

Popijał właśnie słodki drink, podczas gdy ona opowiadała mu różne sytuacje ze studiów. Czasem potakiwał lub oświadczał, że miewał podobnie. Troye doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy dobrze było czasem po prostu posłuchać i poobserwować drugą osobę. Jej ton wypowiedzi,  mimika, drobne gesty – to wszystko stanowiło dopełnienie jej opowieści albo i nawet zupełnie inną historię.

Przeczucie podpowiadało mu, że Nina musiała mieć nieprzyjemną sytuację w domu. Tematu tego unikała lub, gdy już rozmowa kierowała się w tamte rejony, sprytnie schodziła z powrotem z tej ścieżki. Jej wyraz twarzy wciąż promieniał nieustanną pewnością siebie, ale w tych dużych, brązowych oczach pojawiały się nerwowe iskierki lub cienie paniki. Dla Troye’a było to z pewnością interesujące doświadczenie. Nie drążył jednak tematu – czasem tylko o niego zahaczał dla sprawdzenia swoich przypuszczeń. Miał tylko nadzieję, że z czymkolwiek się zmagała, nie była w tym sama.

Ninie natomiast ciężko było stwierdzić, czy dobrze się bawiła. Miała wrażenie, że Troye w pewnym sensie badał teren. Czy coś wiedział? Dlaczego tak pytał o jej rodzinę? Nie… Nie mógł wiedzieć. Musiała się uspokoić. Spojrzała na alkohol w kieliszku. W świetle kolorowych neonów błyszczał tak, że gdy patrzyło się dłużej, bolały oczy.

 Walczyła ze sobą, zastanawiając się, czy wypić więcej. Pewnie rozluźniłaby się, ale mogło to przerodzić się również w negatywne skutki. Co gdyby się wygadała? Nigdy jej się to co prawda nie zdarzyło, ale kto wie? W gruncie rzeczy czasem chciała komuś powiedzieć, chociaż wiedziała, że nie mogła. Nawet Hannie nie wyjawiła całej prawdy, nie wolno jej było. Ojciec by... Przeraziła się tej myśli, aż serce chwilowo zakołatało jej w piersi.

Mimo że wreszcie miała Troye’a dla siebie, tak jak sama tego chciała, nie potrafiła tego wieczoru dobrze się bawić. Myślała, że będzie miło, jednak cały czas była spięta. Wiedziała, że wkrótce będzie musiała wrócić do domu, co budziło w niej lęks. Przemknęła jej przez głowę myśl, czy mogłaby poprosić Troye’a o przenocowanie jej, ale uznała, że to za wcześnie. Nie zamierzała wykorzystywać tej sytuacji na korzyść własnych uczuć, na pewno nie tej nocy, ale mimo wszystko mogłaby tym zrazić do siebie chłopaka, czego naturalnie nie chciała. Poza tym wolała nie myśleć, co zrobiłby ojciec, gdyby nie wróciła do domu o wyznaczonej porze.

Co jakiś czas zerkała na zegarek, którego wskazówki nieubłagalnie przesuwały się do przodu. Myślała, że spotkanie sam na sam z Troye’em będzie o wiele bardziej interesujące, że pomiędzy nimi zacznie się tworzyć nić porozumienia. Tej nocy tak się jednak nie stało, za co Nina nie obwiniała Troye’a, lecz samą siebie – narastający niepokój nie pozwalał jej o sobie zapomnieć. Nie potrafiła skupić myśli na niczym innym niż nękającym strachu, jej najwierniejszym przyjacielu od lat. A przecież przyszła tu między innymi po to, by choć na jeden wieczór się od niego uwolnić…

– Och, powinienem już iść – wtrącił Troye, spoglądając na zegarek i przerywając opowieść o jednym z wykładowców. – Ale miło dzisiaj było.

Nina poczuła się jak robot przełączający sobie w mózgu pewne wtyczki, żeby móc się uśmiechnąć w taki sposób, że Troye nie zorientował się, że właśnie wywołał u niej panikę.

– Tak, przyjemnie się rozmawiało – odpowiedziała melodyjnym głosem. – Musimy to niebawem powtórzyć, nie sądzisz?

Troye popadł w zakłopotanie, gdy ton jej wypowiedzi połączył się z zalotnym spojrzeniem w oku, który uznałby może za atrakcyjny, gdyby nie był zakochany w Rose.

– Jasne – odparł. – Może następnym razem spotkamy się większą grupą… Na pewno będzie jeszcze milej.

Na te słowa Nina westchnęła w duchu, przypominając sobie uwagę Hanny o jej bracie – „nie był zbyt domyślny.”

– Jak dla mnie milej jest we dwoje… – oznajmiła Nina lekko przyciszonym głosem, a widząc zakłopotanie Troye’a, pstryknęła go lekko w nos. – Jesteś po prostu uroczy.

– Dź-dzięki… – zarumienił się. – Hej, mówiłaś, że gdzie mieszkasz? Może idziemy w tę samą stronę?

~ Ej, Troye… – rozległ się znajomy głos w jego głowie. ~ Jesteś jeszcze z tą całą koleżanką?

~ Już prawie nie. – odpowiedział. ~ Czemu pytasz?

~ Nic, nic. Nie przeszkadzam.

~ Ty mi nigdy nie przeszkadzasz!

– Wszystko w porządku, Troye?

– Tak, Rose… – odparł, po czym zdał sobie sprawę, że to nie z nią teraz rozmawiał. – Nina… Przepraszam, to ty mówiłaś.

Nina spojrzała na Troye’a w niemałym zdziwieniu. Dlaczego wydawało jej się, że przed chwilą był zupełnie gdzie indziej? Kim, u diaska, była Rose i dlaczego on o niej myślał?  

– Pytałam, bo przez jakiś czas mi nie odpowiadałeś… – westchnęła. – Jakbyś się na moment wyłączył.

– Przepraszam, jestem już zmęczony – odrzekł z zakłopotaniem. – To… ach tak, gdzie mieszkasz?

– To w zupełnie inną stronę niż akademik – oznajmiła, uśmiechając się cierpko. – Więc wybacz, wrócę sama. Na razie!

To powiedziawszy, szybko zebrała się z miejsca i wyszła szybkim krokiem. Troye’a zżerał wstyd. Miał wrażenie, że bardzo zdenerwował Ninę swoim zachowaniem.

Nina wróciła do domu usadowionego na obrzeżach miasta. Była to dosyć wyludniona dzielnica, a nocą kręciło się tutaj nieciekawe towarzystwo. Po drodze standardowo zaczepił ją jakiś pijany jegomość na przystanku autobusowym, ale już dobrze nauczyła się sobie z takimi radzić. W tajemnicy przed ojcem ukończyła kurs samoobrony, z czego akurat była zadowolona.

Zamknęła za sobą drzwi, a następnie szybko przekręciła klucz, starając się nie myśleć o wydanym przez niego dźwięku. Przeszył ją lekki dreszcz. Stała chwilę w bezruchu, nasłuchując. W końcu jej uszy wykryły przytłumione sapanie dobiegające z dołu – czyli wszystko było na swoim miejscu. Na szczęście ojciec już spał i nie będzie jej kazał rozmawiać z matką.

 

~*~

 

Nina dostała mnóstwo wiadomości od Hanny z zapytaniami, jak minął jej wczoraj wieczór z Troye’em, jednak zignorowała je, aż dotarła na uczelnię. Tam, w najbliższym wolnym czasie, zadzwoniła do przyjaciółki.

– No! Dziewczyno, ja tu rozmyślam i rozmyślam! Co z tobą? Czemu mi wczoraj nie odpisałaś? – napadła ją Hannah, jak tylko odebrała telefon.

– A tak jakoś już nie miałam ochoty – westchnęła Nina.

– Oho… Dobra, co ten mój braciak znów nawywijał?

– Właściwie to nic takiego… Było całkiem miło, aż tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy zaczyna o jakiejś Rose.

– Co?...

– Nie wiem, ale nazwał mnie tak w pewnym momencie. W ogóle zrobił się taki dziwnie zamyślony, jakby przeniósł się gdzie indziej.

– No ładnie… Dlaczego ja nic nie wiem o żadnej Rose? Nie podoba mi się to – prychnęła Hannah. – Czyli nie był ze mną do końca szczery, a tak się zarzekał, że nikogo nie ma… Coś tak czułam, że ściemnia! A ty zauważyłaś, żeby miał jakieś podejrzane damskie towarzystwo?

– Właśnie nie.

– Dobra, Nina. Ja to załatwię, Troye dostanie za swoje.

Nina westchnęła głęboko.

– Wiesz co, Ann… Może jednak dajmy sobie już spokój. Nie obraź się, twój brat jest miły, ale nie jestem do końca pewna, czy jest w moim typie.

– Co ty gadasz? Jesteście dla siebie stworzeni! Uwierz, znam was oboje na wylot – twierdziła Hannah. – Zresztą, zapomniałaś już o naszych planach? Miałyśmy zostać szwagierkami, obie miałyśmy urodzić córki, to znaczy wiesz, jak już znajdę chłopa, ale daj mi trochę czasu! I nazwać nasze córki po-

 – Tak, tak, pamiętam – jęknęła Nina, przerywając fantazje swojej przyjaciółki. Musiała się mocno powstrzymywać, żeby skomentować tego potężnym wybuchem śmiechu. – Ale życia nie da się tak zaplanować. Troye chyba nawet nie chciałby ze mną być, uszanujmy to. Na razie, muszę już kończyć.

– Czekaj!...

 „No i się rozłączyła…” – pomyślała Hannah, która specjalnie wyszła z lekcji matematyki i ukryła się w damskiej toalecie, żeby odebrać telefon od Niny. „Nie mam pojęcia, kim jest ta Rose, ale już jej nie lubię. A z braciszkiem i tak sobie porozmawiam, oj – porozmawiam!”

 

~*~

 

Rose wracała z zajęć, czując wyczerpanie po całym tygodniu. Na szczęście w piątki nie pracowała w butiku, więc mogła sobie odsapnąć, jednak przypomniała sobie o imprezie halloweenowej i westchnęła ciężko.

 To był jeden z tych dni, które najchętniej spędziłaby na kanapie, oglądając serial. Krótko po tym, jak wróciła do domu z uczelni, zaskoczył ją Troye, wpadając do niej ze strojami z wypożyczalni kostiumów. Już wcześniej zadeklarował, że zajmie się przebraniami na Halloween, bo bardzo ekscytował go jego własny pomysł.

– A może tak nie idźmy… – jęknęła.

– No co ty? Już za nie zapłaciłem! – oświadczył Troye.

– Możemy się przebrać, zostać u mnie i zrobić sobie serialowy maraton? – spytała z nadzieją w głosie, ale Troye spojrzał na nią z politowaniem.

– Phi, a tak narzekałaś, że jedyne, co Jarvis z tobą robił, to non stop oglądał filmy.

– Ale dzisiaj nie mam nastroju na imprezowanie… W drodze powrotnej zdążyłam się wkurzyć na upiorne ozdoby w witrynach sklepów, a jakieś dzieciaki zaczęły zbierać cukierki. Rozumiesz, już nachodzą biednych ludzi, żądając cukru! Mam więc dosyć Halloween w tym roku.

– Oj, nie marudź… Przecież miałaś dziś być królową rock and rolla! – oznajmił entuzjastycznie, unosząc w ręce wieszak z jej strojem.

– A dobra, daj to – odparła, biorąc od Troye’a szeroką spódnicę w kropki, koszulę i skóropodobną kurtkę.  – Idźmy tam i pokażmy się tym wszystkim potwornym przebierańcom. A jak któryś uda wampira, to trzepnę go w łeb w stylu rock and rolla, jak prawdziwa królowa.

Troye roześmiał się, obejmując czule Rose.

   Przygotowania zajęły im dosyć czasu, a szczególnie przez układanie fryzur – oboje nieźle się namęczyli, zanim udało im się osiągnąć zamierzone efekty. Troye musiał złamać swoją przysięgę i zgodził się na ułożenie sobie włosów przy pomocy żelu i lakieru.

Wreszcie oboje uzyskali klasyczne fryzury w stylu rockowym – Troye miał ułożonego irokeza, a Rose przy pomocy odżywki i sprayu osiągnęła pełne objętości loki, natomiast część włosów zaczesała do przodu i również ułożyła w irokez. Do tego przyozdobiła całość fryzury materiałową opaską w kropki z kokardą. Zrobiła mocny makijaż oczu, pociągnęła usta swoją ulubioną, szkarłatną szminką, i była gotowa. Troye zaś przebrał się w skóropodobny strój składający się z dość szerokich spodni, koszuli i kurtki. Gdy oboje byli już całkowicie przebrani, wybuchli śmiechem na swój widok. Pełni entuzjazmu, ruszyli do klubu.

   Lokal był urządzony w ciemnych barwach, co dobrze komponowało się z upiornymi ozdobami takimi jak girlandy z dyniami i trupimi czaszkami z bibuły, czy też zwisającymi z lamp czarnymi pajęczynami wykonanymi z nitek. Na ten widok Rose od razu pogorszył się humor, czego nie poprawili też goście przebrani za mumie, zombie, czarodziejów, duchy, wilkołaki, a także wampiry. Z głośników płynęła zremiksowana muzyka o tematyce bliskiej Halloween – na przykład właśnie zaczęło się „Spooky Scary Skeletons”.

Ledwo przeszli parę kroków do przodu, a odnalazł i powitał ich Don Singh, przebrany za wampira.

– No proszę, a wy przyszliście tutaj razem? – zagadał podejrzliwym, ale przyjaznym tonem. – Tak, wiem, to od razu widać. Chyba jako jedyni nie przebraliście się za potwory!

To powiedziawszy, wyszczerzył zęby, pokazując sztuczne, wampirze kły, po czym udał, że złowrogo syczy na tę dwójkę. W tej chwili Rose autentycznie była gotowa wymierzyć za to Donowi pięścią w twarz, ale Troye szybko złapał ją za rękę.

– Tak, przyszliśmy razem – oznajmił, mając nadzieję, że Rose już się uspokoiła.

Don natomiast nie miał pojęcia, że Rose planowała na niego „zamach”, lecz gest Troye’a zinterpretował jako potwierdzenie jego przypuszczenia, że tych dwoje było parą.

– No to życzę szczęścia i gratuluję, robaczki – uśmiechnął się do nich serdecznie. – Choć, nie ukrywam, trochę mi żal, że taka piękność jest już zajęta…

– Co? Chwila, my nie… To nie tak – zaprotestowała gwałtownie Rose, uwalniając swoją dłoń z uścisku Troye’a. – Nie jesteśmy razem.

– Status związku: to skomplikowane?... – zażartował Don.

– Nie mieszaj się! – krzyknęli oboje, na co się wycofał.

– Tak, oczywiście… Ja już sobie idę… To… Miłej zabawy, robaczki! – oznajmił, po czym zręcznie usunął się z całej sytuacji, znikając gdzieś w tłumie.

Troye trzymał się swojego postanowienia nie wymagać od Rose odwzajemnienia jego uczuć, jednak nieco posępniał. Rose poczuła się niezręcznie, że tak żwawo zaprotestowała, choć nigdy nie ustalili, że są parą.

– Troye, wybacz, ja… – próbowała się wytłumaczyć – Związek brzmi już tak poważnie… A ja nie wchodzę w związki.

– Nie szkodzi, w końcu powiedziałem, że… – urwał, bo nagle złapała go mocniej, zmuszając go do spojrzenia jej prosto w oczy.

– Troye… Ja chcę cię kochać, uwierz – powiedziała półgłosem, lecz dobitnie – Tylko… Nie umiem. Nie znam miłości… Ale się nauczę, ty jej mnie uczysz. Wszystko się ułoży… Tak bardzo nie chcę cię stracić, Troye. Dasz mi trochę czasu?

Dam ci go tyle, ile będziesz potrzebowała – odparł Troye spokojnym głosem.

Rose uśmiechnęła się do niego blado, czując pewną ulgę, a on spojrzał na nią promiennie.

– Ale… to nie znaczy, że mamy znowu trzymać dystans – dodała, chwytając go za rękę.

– …chciałabyś zatańczyć? – zaproponował Troye, uśmiechając się szelmowsko, co ją urzekło.

– Z chęcią – zgodziła się, po czym oboje ruszyli na parkiet.

 

~*~

 

Na tę samą imprezę halloweenową Don zapraszał również Ninę Green. Ta natomiast wciąż się wahała – skąd miała wiedzieć, jak jej narwany ojciec zareaguje na jej drugie wyjście w tym samym tygodniu, w dodatku już następnego wieczoru? Zwykle gorączkowo kontrolował, gdzie była, chyba że tracił na jakiś czas kontakt z rzeczywistością.

Ninie udawało się go czasem jakoś oszukać – na przykład, gdy kazał jej ściągnąć na telefon aplikację mającą pokazywać jej bieżącą lokalizację, kupiła w tajemnicy drugi smartfon, a tamten z namiarem ukrywała w jakimś mniej podejrzanym miejscu. Było to dosyć ryzykowne wyjście, lecz do tej pory telefon nie został jeszcze skradziony. Prawdą było, że Nina przeżywała w domu piekło przez ojca i to znacznie gorsze, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Wciąż tylko szukała sposobu, jak się od niego uwolnić.

Wizja kolejnego wieczoru spędzonego w klatce zwanym jej domem nie dodawała jej otuchy, zatem ostatecznie postanowiła wybrać się do klubu. Sprawę z ojcem załatwiła następująco – dolała mu do herbaty taką ilość środków nasennych, że powinien spać spokojnie do rana. Dopiero, gdy zmorzył go sen i upewniła się, że wydawane przez nią hałasy nie były w stanie go zbudzić, mogła wyjść na imprezę.

Nie zamierzała głowić się nad strojem – założyła po prostu obcisłą, czarną sukienkę i czarne szpilki, wzięła purpurowy żakiet, przeczesała włosy, a na zęby nałożyła tanie, sztuczne wampirze kły. Zanim jednak udało jej się zaszczycić klub swoją obecnością, wpadła pod budynkiem na jakiegoś mężczyznę wychodzącego zza rogu.

Był dobrze zbudowany – jego brązowe włosy były zaczesane do góry, a czarna koszulka odsłaniała tatuaż na ramieniu przypominający gałęzie drzewa wijące się wzdłuż całej ręki. Na jej widok uśmiechnął się podejrzanie ujmująco.

– Och, najmocniej przepraszam – odezwał się nieco kpiącym tonem. Miał dość niski, głęboki głos – Szedłem do klubu, a niepotrzebnie… jak ty przyszłaś do mnie sama.

– My się znamy? – obruszyła się Nina, lecz nieznajomy chwycił ją nagle mocno w talii.

Chciała się bronić – przecież już nieraz sobie z takimi radziła – lecz za nic nie potrafiła wyszarpać się z jego uścisku, a walcząc, czuła się właściwie bezsilna, jakby obezwładniana przez samo jego spojrzenie. Nie spostrzegła nawet, kiedy zdążyli znaleźć się zupełnie za klubem, w jakiejś ciemnej alejce. Przecież dosłownie parę sekund temu stali gdzie indziej…

Mężczyzna przyszpilił Ninę do ściany jednego z budynków, odgarnął jej włosy z szyi i w momencie, gdy z najczystszą paniką oczekiwała, że zacznie ją rozbierać – nagle poczuła przeraźliwy, zniewalający ból w szyi. Resztkami świadomości zdała sobie sprawę, że napadł ją prawdziwy wampir, co w pierwszej sekundzie wypełniło ją jeszcze większym strachem, lecz bardzo szybko poddała się temu całkowicie. Gdy przestała walczyć, uczucie to stało się dziwnie przyjemne.

~ Tobie się to podoba? – Nina miała wrażenie, że słyszała głos nieznajomego w swoim umyśle.  ~ Pierwszy raz chyba się z takim czymś spotykam, ale mnie to kręci!

Poczuła się słabo, jakby miała zaraz zemdleć, jednak wampir przestał tak łapczywie pić z niej krew, a zaczął robić to powoli, delikatnie, jak gdyby tylko muskał jej szyję pocałunkami. Zaczęło jej się to coraz bardziej podobać – ta myśl jednocześnie ją fascynowała i mocno niepokoiła.

~ No to pokaż, co tam masz… – znów usłyszała głos nieznajomego w swojej głowie i nagle przed oczami zaczęły przelatywać jej różne sceny z życia, przez co ze zgrozą pomyślała, że umierała – ale nie dbała o to.

Widziała ważniejsze wspomnienia w jej życiu, jakby cofała film. Zaczynała studia, potem była z powrotem w liceum, szła na pierwszą randkę, odbierała nagrody za konkursy naukowe…

Później zobaczyła ojca stojącego nad nią z pustą butelką po ginie, nagle ukazał jej się z nożem w ręku, a potem widziała też siebie, ojca i matkę… Nie, tylko nie to wspomnienie, nie to! To zbyt bolesne, nie wytrzyma znów tego widoku, nie… Nie, NIE!

Nieznajomy oderwał kły od jej szyi, po czym pocałował miejsce, w którym zionęła teraz otwarta rana, a ta natychmiast się zasklepiła.

– A to, nie obrażając twojej babci, sukinsyn – zaklął. – Zrobił coś tak potwornego i trzyma cię w domu jak więźnia, żebyś go kryła? Posłał cię na studia prawnicze tylko po to, żebyś go ułaskawiła? W dodatku przeprowadził się tu specjalnie z tobą, żeby kontrolować każdy twój ruch. Ale ty masz wyrodnego ojca, skarbie.

– Nie musisz mi mówić… – wydyszała Nina, oddychając ciężko. Przez te wspomnienia jej oczy wypełniły się łzami.

– Więc nazywasz się… – zaczął mężczyzna, przez chwilę próbując sobie przypomnieć, co widział w jej umyśle. – Nina Green.

– A ty skąd-

– Dziunia, te kły akurat nie są sztuczne – oznajmił dumnie, po czym pokazał swoje ostre uzębienie. – Drew Elliot, miło poznać.

– Jesteś wampirem… Takim prawdziwym – zauważyła Nina.

– Brawo za spostrzegawczość – zakpił Drew, uśmiechając się sarkastycznie. – A ty się mnie nie boisz. Nie wyczuwam u ciebie strachu… Właściwie czuję jakąś nieznaną mi obojętność. Intrygujące.

– Jest mi już wszystko jedno.

– Poczułem, że najpierw się bałaś, ale mimo wszystko trochę się rozczarowałaś, że cię nie zabiłem, co? Ale nie, malutka, nie poddasz się tak łatwo, szkoda by ciebie było. Nie jesteś przypadkiem zainteresowana, co zrobić z tym zwyrolem, który niszczy ci życie?

– Ba… Jeszcze nic nie wymyśliłam. Zagroził mi, że mnie zadźga, jak się wygadam – prychnęła gorzko.

– Zatem gratuluję, Nino – oznajmił pewnym siebie tonem. – Jestem rozwiązaniem wszystkich twoich problemów. Chodź… Omówimy szczegóły.

Nina nigdy nie wyobrażała sobie, że jej problemy rozwiąże wampir, ale… czuła, że nie miała absolutnie nic do stracenia.

Drew miał w sobie coś intrygującego, tajemniczego i pociągającego, czemu nie potrafiła i nie chciała się oprzeć. Była ciekawa, co mogłaby zrobić, by wreszcie uwolnić się od ojca. Od tego sadystycznego, psychicznie niezrównoważonego oprawcy, który na jej oczach zabił jej matkę, a w piwnicy przetrzymywał jej spopielone ciało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz